Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PSY. Pokaż wszystkie posty

09:34

Oddam psa, bo wyjeżdżam

Oddam psa, bo wyjeżdżam

Ostatni tydzień spędziliśmy dość intensywnie. W czwartek bawiliśmy się na weselu w Szczyrku u Madzi i Tomka, a już dwa dni później w Poniatowej u Oli i Piotrka. To była nasza pierwsza dłuższa nieobecność, odkąd mamy psa. Przed wyjazdem zastanawialiśmy się więc dokąd oddamy Nukę.

Na tak długi czas w grę wchodziło tylko miejsce w którym ktoś rzeczywiście by się nią zajmował. Na noc jesteśmy w stanie zostawić ją w hotelu, gdzie psy znajdują się w małych klatkach i są wyprowadzane dwa razy dziennie na szybkie siku, ale dłuższy taki pobyt nie wchodził w grę.

Szukaliśmy więc miejsca, gdzie ktoś rzeczywiście by się nią zajął. Do tej pory jeździła albo do moich albo do Łukasza rodziców. Ale w moim rodzinnym domu jest dziecko, dwa psy i kot. Rodzice pracują na zmiany i strasznie się martwiłam, że nasz łobuz podczas ich nieobecności coś spsoci. Z resztą (głównie przez obecność yorka i kota) przy każdym telefonie, kiedy zostaje u nich pytam, czy niczego nie zagryzł! A u teściów panowała przedślubna gorączka i nie chcieliśmy dokładać kłopotu. Wesele Oli było niedaleko domu i bałam się też, że Nuka w poszukiwaniu nas przeskoczy płot, wpadnie pod samochód i... Dobra koniec czarnych wizji, przecież teraz leży obok mnie!

Obdzwoniłam koleżaki i wszystkie polecone hotele. W psich hotelach, gdzie miejsc jest tylko kilka rezerwacje trzeba robić z miesięcznym wyprzedzeniem! "Łukasz, my nie mamy serio nikogo kto nie ma małych dzieci, albo zwierząt i komu możemy zostawić psa?!" - poddałam się w końcu i zadzwoniłam do Mamy, że jednak będziemy rano! I tak nas tknęło na refleksję. Co by było gdyby rodzice mieszkali daleko. Gdybyśmy już na prawdę nie mieli jej gdzie zostawić. I wiecie co? Pojechalibyśmy z nią rano choćby do Warszawy, gdyby tam znalazł się hotel. Albo zabralibyśmy ją ze sobą w góry.

Dobrze pamiętam telefon od pani, która szukała domu dla psa i miała na to piętnaście minut. Kwadrans, ale za to pies rasowy i ładny! Bez rodowodu, ale taki jak rasowy przecież. Pani była właśnie pod schroniskiem, bardzo zdziwiona, że nie można sobie oddać psa ot tak. No psikus. Dzień wcześniej dowiedziała się, że nie będzie mogła zabrać pieska tam dokąd wyjeżdża. Trochę wierzyłam, trochę nie. Ale jednak współczułam, gdy chwilę po telefonie ze łzami w oczach opowiadała mi, że nie ma rodziny i niestety nikogo kto by się psem zajął. Poinformowałam, że będzie można zadzwonić, zapytać czy znalazł dom. To co usłyszałam w odpowiedzi obdarło mnie w jakichkolwiek złudzeń. "Nie no, nie będę sobie tym zaprzątać głowy". No okej, Pani sobie kupi drugiego. Panią stać przecież. Co tam pies.

Lepiej, że oddała go w taki sposób, niż miałaby wyrzucić gdzieś po drodze. Tak jak ktoś psa, którego widzieliśmy w drodze powrotnej ze Szczyrku. Niestety nie udało się mu pomóc i tak, to był tylko jeden znaleziony pies. Też jestem zdziwiona i mam jeszcze nadzieję, że po prostu na chwilę oddalił się od domu. Oczywiście, że pomiędzy złym a złym, zawsze lepiej wybrać to mniejsze i oddać psa byle gdzie niż wyrzucić. Są też sytuacje, kiedy ktoś na prawdę nie ma wyjścia. Ale nic nie usprawiedliwia ignorancji.

07:49

Zrobiłbyś to dziecku? Nie rób tego swojemu psu.

Zrobiłbyś to dziecku? Nie rób tego swojemu psu.


Ile razy wszedłeś do sklepu tylko po bułki, śmietanę lub butelkę gazowanego napoju, a utknąłeś przy półce z gazetami, lub postanowiłeś nagle zrobić też zakupy na obiad? Ja przynajmniej milion. Jeśli wejdziemy razem do sklepu i Ci się zawieruszę, to możesz być pewny, że znajdziesz mnie przy stoisku z książkami. W tym miejscu byłabym w stanie zapomnieć, że na parkingu w coraz bardziej rozgrzanym samochodzie został fotelik ze śpiącym dzieckiem, albo pies na przednim siedzeniu. I to szczególnie wtedy, gdy byłby to wyjątek. Nie mów, że Tobie by się to nie zdarzyło. W dzisiejszych czasach jesteśmy tak zabiegani i tyle mamy na głowie, że otwierając lodówkę nie pamiętamy po co do niej sięgamy, idąc do pokoju, nie wiemy co chcemy z niego zabrać. Nie ma tłumaczenia, że do sklepu wchodzę tylko NA CHWILĘ. Nigdy nie wiesz, czy ta chwila się nie przedłuży i jakie konsekwencje będą się za tym niosły.

Pamiętacie głośną historię, gdzie tata zapomniał zajechać do żłobka i dziecko spędziło kilka godzin w aucie, podczas gdy on był w pracy? Maleństwa nie udało się uratować. Jeden błąd. Samochód w kilkadziesiąt minut stał się trumną. Zapomnienie się kosztowało życie.

NIE BĄDŹ OBOJĘTNY – REAGUJ

Osobiście pozostałabym wdzięczna do końca życia komuś, kto wybiłby szybę ratując moje dziecko czy psa. Pozostawienie kogoś tak bezbronnego w samochodzie to głupota opiekuna, ale jeżeli jesteś świadkiem takiej sytuacji to już Twoja odpowiedzialność.

Po pierwsze, sprawdź w jakim stanie jest pies/dziecko. Jeżeli jeszcze może poczekać wezwij policję dzwoniąc pod 112 lub 997. Pamiętaj jednak, że liczą się sekundy. Przy temperaturze powyżej 30*C po 20 minutach w samochodzie jest już 50*C, po kolejnych 20 minutach wzrasta do 60*C. A w pełnym słońcu niebezpieczna jest już temperatura 20*C. Eksperyment vlogera Siema TV pokazał, że godzina dla dorosłego mężczyzny w rozgrzanym samochodzie, jest na prawdę męcząca - Zamknął się w samochodzie podczas upału na godzinę. Pamiętajcie, że małe dziecko wpadając w panikę i płacząc wyniszcza w takiej sytuacji swój organizm jeszcze bardziej. Psy nie pocą się, więc mogą się wentylować jedynie ziejąc.

Jeżeli sytuacja dzieje się np. pod marketem, możesz poprosić obsługę sklepu o zawołanie właściciela samochodu przez megafon. Jeśli nie możesz czekać na pomoc, poinformuj policję, że zamierzasz uratować życie psu/dziecku wybijając szybę, z powodu bezpośredniego zagrożenia utraty przez nie zdrowia lub życia. Tutaj znajdziemy film o tym jak bezpiecznie wybić szybę w aucie, w którym znajdują się poszkodowani: Wypadek, wybijanie szyb w pojeździe z uwięzionym poszkodowanym.

W wywiadzie z prawnikiem (Rozmowa z adwokatem Katarzyną Topczewskączytamy, że możemy to zrobić bez żadnych konsekwencji, ratujemy bowiem wartość wyższą niż szyba: życie. Mimo wszystko, aby uchronić się od potencjalnych konsekwencji, czy uznania nas za wandali, jeżeli tylko mamy taką możliwość nagrajmy zaistniałą sytuację i zbierzmy świadków, którzy będą mogli potwierdzić, że pies lub dziecko, wymagało natychmiastowej pomocy. 



Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego. Nie popełnia przestępstwa także ten, kto, ratując dobro chronione prawem w warunkach ww. określonych, poświęca dobro, które nie przedstawia wartości oczywiście wyższej od dobra ratowanego.W razie przekroczenia granic stanu wyższej konieczności, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia. Nie stosuje się nadzwyczajnego złagodzenia kary, jeżeli sprawca poświęca dobro, które ma szczególny obowiązek chronić nawet z narażeniem się na niebezpieczeństwo osobiste. Art. 26 kodeksu karnego


Kto zniszczył lub uszkodził cudzą rzecz albo zabił lub zranił cudze zwierzę w celu odwrócenia od siebie lub od innych niebezpieczeństwa grożącego bezpośrednio od tej rzeczy lub zwierzęcia, ten nie jest odpowiedzialny za wynikłą stąd szkodę, jeżeli niebezpieczeństwa sam nie wywołał, a niebezpieczeństwu nie można było inaczej zapobiec i jeżeli ratowane dobro jest oczywiście ważniejsze aniżeli dobro naruszone.Art. 424 kodeksu cywilnego


A Ty?
Widzialeś zamkniętego psa lub dziecko w aucie? Co zrobiłeś?
Co zrobisz, jeżeli znajdziesz się w takiej sytuacji?


17:20

TO NASZ OSTATNI SPACER, czyli metody wychowawcze w ciąży

TO NASZ OSTATNI SPACER, czyli metody wychowawcze w ciąży

Są momenty kiedy przymykasz oko na wszystkie metody wychowawcze jakie podsunęła Ci znajoma behawiorystka i jesteś w stanie zrobić dla psa wszystko, byle tylko ruszył się z miejsca. Na przykład jak autobus odjeżdża za 15 minut, masz wizytę u lekarza za pół godziny i wstałaś specjalnie wcześniej żeby pies pospacerował dłużej. Albo jak tak Cię ścięło, że jak nie położysz się zaraz już to umrzesz temu psu na kostce pod blokiem. I to wcale nie alkohol. Mówisz więc swojemu upartemu psu różne dziwne rzeczy. Nadal nie reaguje, za to macie już zbiorowisko gapiów, ale właściwie jest Ci wszystko jedno, byle tylko kundel zaczął podążać w stronę domu.

Trochę ją sobie tak źle wychowaliśmy, a trochę to zasługa przeszłości na gigancie. Coraz częściej mam wrażenie, że nikt jej nie wyrzucił. Myślę, że po prostu znudzili jej się starzy i któregoś dnia sobie wyszła. A my jej odebraliśmy wolność, więc teraz się buntuje. Na początku kiedy nie chciała iść do domu skakała na nas, łapała za torbę, siatkę, smycz, cokolwiek co mieliśmy w ręce. Zobaczyła jednak, że za każdym razem odwracamy się wtedy i nie reagujemy, więc obrała inną taktykę. Od tamtej pory, gdy trasa spaceru nie idzie po jej myśli kładzie się na ziemi. Czasem pomagało kiedy udawałam, że idę tam gdzie chce, robiłam kółko w miejscu i mogłam udać się w wybranym kierunku. Teraz już nie ma tak łatwo.

Wyłożyła mi się najpierw przy placu zabaw. Według poradników, których pochłonęłam już kilkadziesiąt powinnam niewzruszenie oddalić się od niej i zaczekać aż zacznie mnie szukać. Gdybym się oddaliła, wcześniej odpinając smycz, szukałabym to ja jej. Więc najpierw przypięłam smycz do siatki placu i powolutku oddaliłam się za najbliższy blok. Policzyłam do dwudziestu. Wróciłam. Myślisz, że się ruszyła chociaż?

Po powrocie od lekarza wyszłyśmy znowu. Chociaż byłam bardzo zmęczona, szczególnie, że dwa autobusy z rzędu nie przyjechały. Kiedy jesteś sama w domu z psem, ciąża to nie wymówka. Nie ma przeproś. Miałam tylko nadzieję, że teraz wychodzimy na szybkie siku, ja wracam do łóżka, a jak już zregeneruje siły to wieczorem wyjdziemy na wybieg (albo Łukasz wyjdzie <3 ). Już, już zmierzałyśmy w stronę bloku, gdy podeszła do nas mała dziewczynka. Wytłumaczyłam z której strony podchodzi się do pieska, gdzie można go głaskać i jak ma na imię. Nuce spodobało się tak bardzo, że znowu postanowiła się położyć. Dziewczynka odeszła, ja zostałam z leżącym psem. Mówię "no chodź!" Zerwała się na nogi. Ja zdziwiona, ale ucieszona. Okej, idziemy! Okazało się, że za mną stał inny pies i już po chwili leżała znowu.

Niby to nic takiego, pewnie pomyślisz, że wystarczy pociągnąć za smycz, kazać jej wstać i wrócić do domu. Nasz pies jest po prostu cholernie inteligenty i z nią nie ma tak lekko. Wcześniej mało wychowawczo brałam ją pod pachę i stawiałam na nogi. Zazwyczaj wtedy już nie stawiała oporów. Teraz, ze względu na ciążę, nie mogę dźwigać, więc zostało mi tylko zapobieganie takiego zachowania, czyli rozglądam się za psem do którego chciałaby podejść i zwracam jej uwagę na siebie, zanim się położy. Dzisiaj nie zdążyłam. Już tak bardzo chciało mi się do domu, psu się bardzo chciało zostać. I co robić?

"Chodź to Ci coś dam". Oczywiście, że w takiej sytuacji akurat nie mam nic. Jak coś mam to raczej udaje mi się zapobiec takiemu zachowaniu. "Chodź, zobacz gdzie jest Jerzy". Na początku pomagało, teraz już wie, że oszukuję i wcale Jerzego nie ma tam gdzie mówię, że jest. "To jest nasz ostatni spacer, obiecuję". Obiecanki, cacanki. Przecież ani nie zostawię jej na środku osiedla, ani nie odwiozę pod bramę schroniska.

Mnie już bardzo mdli i ogólnie to bym sobie może znów zemdlała. Wtedy się ruszy? Albo chociaż ktoś ją za mnie przeciągnie pod dom, a ja się wreszcie będę mogła przespać. Nagle mam! Mama mia! Podnieść nie podniosę, ale przecież jak uszczypnę w tyłek to z pewnością wstanie! Uszczypnęłam.... więc mnie ugryzła. Lekko, bo lekko, ale wstała od razu. Nawet się na mnie nie spojrzała. Na trzy psy, które mijaliśmy też nie. Słowem się do niej nie odezwałam. Sama ogarnęła, że przegięła.

11:32

Większe prawo mniejszych psów

Większe prawo mniejszych psów


          Kiedy prowadzi się na smyczy pogromcę małych piesków, radar na nieodpowiedzialnych właścicieli puszczających samopas swoje miniaturki zawsze ma się na automacie. Z daleka więc dostrzegłam małą białą kropkę sięgającą trochę ponad trawę. Daliśmy czas opiekunce, która znajdowała się kilka metrów od psa, na jego zabranie, jednak oprócz poklepania się po udzie nie ruszyła się z miejsca. Mały biały piesek widocznie wywąchał już wszystko co miał wywąchać, bo zaczął właśnie radośnie podążać w naszym kierunku. Kucnęłam więc między swoim psem, a tą puchatą kulką, żeby uniknąć tragedii. Wreszcie pani ruszyła! Krzycząc w stronę kulki: "Tylko się nie kładź! Tylko się nie kładź! Bo się pobrudzisz..."

          Co w zupełności odebrało mi ochotę na zwracanie uwagi i tłumaczenie, że gdyby ten pies podbiegł do naszego to wróciłby raczej bardzo ubrudzony. Jeżeliby wrócił. Czasem nie warto wdawać się w dyskusję. Widząc, że właścicielka chce zabrać swojego odwróciłam się już do Łukasza i Nuki. Małe białe podążyło jednak za mną. Czekającej dotąd ze stoickim spokojem Nuce puściły nerwy, kiedy ta półtorakilowa kulka zaczęła ujadać na nią z tak bliska. Z refleksem godnym superbohatera zlapałam ją za pysk. Ale co jak w końcu nie zdążę?

            Nie mam nic przeciwko małym pieskom, jak i nie mam nic do puszczania psów luzem, jeżeli tylko właściciel jest w stanie psa awaryjnie, w każdej sytuacji odwołać. My nie jesteśmy, dlatego Nuka chodzi na smyczy, a wolno biega jedynie na zamkniętym terenie. W imię zasady panującej na osiedlu "mój piesek może wszystko, bo jest mały" prawie wszystkie maltańczyki, yorki i inne mikruski mają pełną swobodę na spacerach. Gdyby jeszcze trzymały się z daleka, przymykałabym oko. Ale dlaczego to my, właściciele większych psów, mamy przystawać, obchodzić naokoło i szarpać się z własnymi psami, kiedy wystarczyłoby wziąć taką kulkę na smycz i wszyscy spacerowalibyśmy obok siebie bezpiecznie.


12:49

Dlaczego psy nie idą do nieba?

Dlaczego psy nie idą do nieba?



Powiedz 6 letniemu chłopcu, że jego piesek nie pójdzie do nieba. 
Powiedz 7 letniej dziewczynce, że nie ma tęczowego mostu.
Powiedz 10 letniemu chłopcu, że nie spotka się nigdy więcej ze swoim 10 letnim psem.

No dalej.


"Kasia, Pyza uciekła!!!" krzyknęła przerażona mama kiedy ledwo przekroczyłam próg domu. Chwilę później usłyszałam historię o tym jak mój ukochany chomiś za kuchenką układa sobie życie z panią myszą. Wyobrażałam sobie ich czarno białe puchate dzieci o mysim ogonie i wieczorami zaglądałam pod stół w nadziei, że kiedyś je spotkam. Nie wiem ile miałam lat, kiedy mama znalazła mojego chomika martwego. Szybko go schowała, postawiła drewniany domek na ostatnie pięterko i otworzyła drzwiczki klatki...


Kiedy mój pies wpadł pod samochód miałam jakieś 12 lat. Najpierw powiedzieli, że uciekł. Na lekcjach pisałam ogłoszenia, młodsza siostra obdzwaniała sąsiadów pytając czy nie widzieli naszego psa. Przez tydzień. A kiedy płacząc w kuchni rodzicom, powiedziałam, że Kuba ma swoje miejsce pod jabłonką, a Czester nigdy takiego miejsca mieć nie będzie, rozwaliłam ich na kawałki i w końcu przyznali, że właściwie to już ma... Wyobrażałam go sobie przekraczającego przez Tęczowy Most i bolało trochę mniej. Wtedy była to dziecięca wyobraźnia. Dziś to wiara. 

Według katolickiej doktryny zwierzęta nie mają duszy, a tym samym nie mogą trafić do nieba. Kiedy media udostępniły informację, że papież Franciszek na placu św. Piotra pocieszał płaczącego za swoim zmarłym pieskiem chłopca wypowiedział słowa, że niebo jest otwarte dla wszystkich stworzeń, Rzecznik Watykanu zareagował ekspresowo. Nagle okazało się, że zwierzęta do nieba nie pójdą, a to wszystko to wielkie nieporozumienie. Nie wiemy jak było na prawdę, ja wiem, że Papież Franciszek nie bez powodu przyjął takie imię. Oprócz miłości do zwierząt, ze św. Franciszkiem łączy go niesamowita skromność, która nie jest chwalona przez innych rządzących w Kościele Katolickim. Mam psa, wiem, że pójdzie do nieba i żaden papież nie musi mi tego potwierdzać, ale zastanawia mnie skąd w Kościele potrzeba przekonania ludzi, że zwierzęta wstępu do niego nie mają.

Św. Franciszek przedstawiany jest jako wyjątek w zwracaniu uwagi na zwierzęta. Przygotowując dla Was ten tekst trafiłam jednak na kilka informacji o innych świętych, którym los tych najmniejszych nie był obojętny. Założycielem pierwszego schroniska dla bezdomnych zwierząt był św. Marcin de Porres. Kiedy dostał on nakaz od przeora, aby rozsypać w klasztorze trutkę, miał powiedzieć: „Kochane szczury, napsociłyście w naszym klasztorze i przeor kazał wam podrzucić trutki. Dlatego naprawdę idźcie stąd, poszukajcie sobie takiego miejsca, gdzie nie będziecie nikomu przeszkadzały” Podobno przemówił im tym do rozumi i same odeszły. Św. Roch uznany jest za patrona zwierząt domowych. Przyjaciółmi zwierząt byli również św. Filip Nereusz czy św. Róża z Limy. Ta ostatnia, żyła w przyjaźni z komarami, które jej nie atakowały. Być może są to tylko pobożne legendy, ale tak jak przypowieści niosą ze sobą pewne przesłanie. Świadczą o tym, że zwierzęta należy traktować z szacunkiem i żyć z nimi w zgodzie. Dlaczego Kościół nie przytacza tych historii na niedzielnych kazaniach?

Rządzący kościołem w latach 1846-1878 Pius IX, twierdził, że zwierzęta nie mają świadomości, a nawet zablokował dokumenty, które miały chronić je przed okrucieństwem ludzi! W 1990 roku nasz polski papież Karol Wojtyła przyznał, że zwierzęta mają duszę, by w 2008 roku jego następca Benedykt XVI miał temu zaprzeczyć. Dlaczego Kościół nie potrafi wypowiedzieć się na ten temat jednoznacznie? Czy to czy św. Piotr przepuści przez bramę Burka zależy od aktualnie panującego papieża?

Pomijając tą sporną kwestię, zastanawia mnie dlaczego Kościół milczy na temat znęcania się nad zwierzętami? Dlaczego, mając tak wielką siłę przebicia w polskich wsiach, nie nawołuje do właściwego ich traktowania? Nie wymagam aby ksiądz z ambony głosił, że powinniśmy kochać całe stworzenie, bo i my i ono zostało stworzone na podobieństwo Pana Boga, chociaż powinniśmy. Chciałabym kiedyś będąc w kościele usłyszeć chociaż jedną przypowieść o św. Franciszku i słowa, którymi Kościół stanąłby w obronie tych najmniejszych. Chociaż jeden raz.


"Dokąd idą psy, gdy odchodzą? No bo jeśli nie idą do nieba,
To przepraszam Cię Panie Boże, mnie tam także iść nie potrzeba."
Barbara Bożymowska - Moje psie niebo



14:51

Czy facet bijący psa może być dobrym mężem?

Czy facet bijący psa może być dobrym mężem?




Przyznajcie, że każdej z Was patrząc na obecnego mężczyznę przyszło do głowy pytanie: czy on byłby dobrym mężem? czy byłby dobrym tatą? Opierasz się wtedy o ramę drzwi, patrząc jak smaży jajecznicę. Siedzisz 200 km od domu w środku nocy w zepsutym aucie, obserwując brudne od smarów ręce próbujące wskrzesić silnik. Leżysz w łóżku głaszcząc go po gołym torsie, spoglądając w niebyt. To pytanie przychodzi zawsze, nie ważne jak bardzo zaangażowana jesteś w związek. Przeważnie za bardzo. Ale czy kiedykolwiek pomyślałaś, że to czy będzie dobrym mężem i ojcem możesz wyczytać z tego w jaki sposób traktuje Twojego psa?

Ludzie nie szanujący zwierząt nie szanują ludzi.

Jej eks nie lubił zwierząt, za to doskonale wiedział, że lubi je ona i robił wszystko żeby myślała, że też je uwielbia. Wtedy była za młoda i za głupia żeby to wiedzieć. Cieszyły ją kwiatki, pluszowe serduszka w rozmiarach XXL, paczki słodyczy z Makro i że koleżanki zazdrościły, kiedy przyjeżdżał autem pod szkołę. Chodził z nią na długie spacery, jeździł na wystawy psów, kupił yorka. Wtedy nie połączyła faktów, że york był prezentem ze strachu, że wprowadzi się do niego z psem. Lepiej z yorkiem niż amstaffem, czyż nie? Przez pięć lat nie wywalczyła dla jego działkowych psów kojca zamiast łańcuchów i tak na prawdę przed każdym spacerem wybuchała wielka kłótnia. Nie rozstali się z powodu psa, ale dobrze, że rozstali się w ogóle. Ludzie nie szanujący zwierząt, nie szanują ludzi - zapisz to sobie.

Jest w stanie uderzyć psa? Uderzy dziecko.

Nie mówię tutaj o klapsie w pampersa, czy trąceniu psa gazetą. Jeżeli dajesz swojemu facetowi własnego psa, o którego dbasz, karmisz i pozwalasz wchodzić mu do łóżka, to chyba normalnym jest, że wymagasz aby traktował go przynajmniej normalnie. Więc jeśli przypadkiem zobaczysz przez okno, że się z nim szarpie, ciągnie za mocno, czy nie daj Boże kopnie(!), to mam nadzieję, że nie muszę mówić Ci co masz robić. A reszcie powiem co myślę - dałabym takiemu bohaterowi w twarz i wysłałabym w kosmos. Nigdy nie rozumiałam z jakiego powodu ludzie traktują zwierzęta w okrutny sposób. Za to zawsze byłam przekonana, że właśnie po stosunku do nich można poznać prawdziwe oblicze człowieka. Nie twierdzę, że każdy powinien jeść z jednej miski z psem i spać z nim w łóżku (sama przez pierwsze miesiące walczyłam żeby Nuka spała na swoim miejscu). Każdy natomiast powinien zwierzęta szanować.

Ci z miasta traktują psy lepiej?

Babcia powtarzała mi zawsze, że faceta powinnam wybrać sobie ze swojej miejscowości: swojego, prostego i robotnego. Od czego uciekałam zawsze, bo ani praca w polu mi się nie marzyła, ani prosty chłopiec. Mimo, że wychowałam się na wsi, a dzieciństwo miałam sielsko-anielskie, wieś od lat kojarzy mi się smutno. Los wiejskich psów to nadal polska rzeczywistość. Z dziadapradziada przenosiła się wieść, że krowa daje mleko, kury jajka, kot łapie myszy, a pies pilnować ma obejścia. Do garnka wrzuca się zlewki z wczorajszego obiadu, a w misce na wodę zazwyczaj znajduje się deszczówka. Wiejskie psy nigdy wcześniej nie były traktowane jak członkowie rodziny. Do tej pory pamiętam jak czternaście lat temu sąsiad śmiał się ze mnie, gdy wyprowadzałam swojego pierwszego psa na smyczy. PSA NA SMYCZY! No kto to widział? Gdybym teraz miała wybierać faceta to przysięgam, że zastanowiłabym się pięć razy nad takim, w rodzinie którego pies na łańcuchu to naturalny element wiejskiego krajobrazu! Tacy ludzie mają to wszczepione w genach. Nie ważne czy gość jest z miasta czy ze wsi. Zgodnie z powiedzeniem "człowiek ze wsi wyjdzie, wieś z człowieka nigdy". Ważne jaką ma mentalność. A taka starowiejska mentalność jest straszna. Gromada dzieci. Żona przy garach. Obiad na czas. Podaj piwo kobieto. Brrr. Właśnie tego chcesz?

Jeżeli jesteś psiarą, uważaj podwójnie

W przypadku kobiet zakręconych na punkcie zwierząt jak ja, kiedy wybierzecie sobie faceta z rodziny, w której szanuje się zwierzęta, odpada kwestia kłótni na ten temat!!! Pamiętam ile bezsensownych walk stoczyłam, tracąc energię, którą mogłam spożytkować lepiej, odchodzac wcześniej. Teraz nie muszę się o to martwić. Rodzice Łukasza kochają swoje zwierzęta, tak jak my kochamy nasze. Nie słyszę, że pies wchodzi na łóżko. Nie rolkuję się przed wejściem, żeby zaraz nie usłyszeć, że mam zakłaczony sweter. Nie dostaję migreny na myśl, że jadąc do nich w odwiedziny Nuka znowu nieodpowiednio się zachowa. Oczywiście, że zachowa się nieodpowiednio, ale wszystko nam wybaczą.

13:32

WSZĘDZIE pojawiły się kleszcze i babeszjoza

WSZĘDZIE pojawiły się kleszcze i babeszjoza



Pijąc poranną kawę i przeglądając wiadomości, trafiłam na artykuł o kleszczach. Tytuł brzmiał "W lasach pojawiły się kleszcze". Od razu przypomniał mi się właściciel dwóch amstaffów, który na moje przypomnienie o koniecznej profilaktyce przeciwkleszczowej odpowiedział, że spaceruje z nimi tylko po chodnikach, więc nie potrzebują. Bardzo był zdziwiony, gdy uświadomiłam go, że kleszcza spotkać możemy nie tylko w lasach, ale również na osiedlowym trawniku, a nawet na działce przed domem. Kiedy pomyślałam, że jest potrzeba uświadomienia moich czytelników, zadzwonił Łukasz mówiąc, że koniecznie muszę napisać o kleszczach na blogu! Postanowiłam więc, że nie zasnę dopóki nie napiszę Wam wszystkiego co wiem na ich temat, aby pomóc uchronić Wasze psy przed babeszką. Nie jestem lekarzem weterynarii, więc nie opiszę tego problemu medycznym językiem. Przywołam tą chorobę z punktu widzenia właściciela.

Co to takiego ten kleszcz? Kleszcze są pajęczakami, które przenosić mogą wiele chorób, między innymi babeszjozę, prowadzącą do wielu zaburzeń, a nawet śmierci zwierzaka.


W jakich miesiącach powinniśmy stosować środki zwalczające kleszcze? Jeszcze kilka lat temu mówiło się, że szczególną ostrożność zachować musimy wiosną i jesienią. Obecnie, ze względu na ocieplenie klimatu pacjenci z babeszjozą pojawiają się u weterynarza nawet w grudniu, więc psiaka zabezbieczać trzeba cały rok. Pora roku nie jest już wyznacznikiem aktywności kleszczy. Wystarczy kilka stopni na plusie aby się obudziły. Późniejsze ewentualne przymrozki nie są już im straszne. Ich aktywność związana jest z cyklem rozwojowym - potrzebują krwi, kiedy przepoczwarzają się z formy larwalnej w drugą.

Gdzie możemy spotkać kleszcza? Wielu osobom wydaje się, że te stworzonka to problem głównie grzybiarzy, którzy przebywają w lasach. Podkreślę raz jeszcze KLESZCZE SĄ WSZĘDZIE. Do weterynarza z zarażonymi psami zgłaszają się ludzie mieszkający w śródmieściu, gdzie zieleń stanowi minimum.

Jak kleszcz trafia na skórę psa? Opowieści o kleszczach skaczących z drzewa prosto na nas, czy nasze zwierzęta możemy włożyć między bajki. Wspinają się na wysokoś maksymalnie 150 cm. Najczęściej przesiadują na krzewach i trawach, skąd przechodzą na sierść psiaka, by później wbić się w jego skórę.

Czym jest babeszjoza i kiedy dochodzi do zarażenia? Wywołuje ją Babesia canis, pierwotniak o gruszkowatym kształcie, pasożytujący w czerwonych krwinkach zwierzęcia. Samo żerowanie kleszcza nie jest groźne, do zarażenia dochodzi w momencie, gdy kleszcz jest zarażony chorobą. Pierwotniak dostaje się wraz ze śliną kleszcza do organizmu psa, gdzie natychmiast wnika do czerwonych krwinek, namnażając się i dzieląc niszczy je mechanicznie. W przypadku babeszjozy jeżeli usuniemy kleszcza dostatecznie wcześnie ryzyko zarażenia jest mniejsze, stwierdzono bowiem, że aby doszło do zarażenia kleszcz musi ssać krew przez 24h. Powinniśmy jednak po każdym kleszczu zachować ostrożność i obserwować naszego psa. Istnieje również możliwość zarażenia psa przy bezpośrednim kontakcie z krwią chorego zwierzęcia, na przykład podczas transfuzji krwi.

Jakie są objawy babeszjozy? Początki wyglądają niewinnie, pies nie chce się bawić, traci apetyt i  zmniejsza się jego aktywność. Z czasem staje się coraz bardziej osowiały, traci siły, jego mocz przybiera ceglastoczerwony kolor. Błony śluzowe i spojówki mogą być zażółcone. Temperatura sięga powyżej 40*C.

Kiedy zgłosić się do weterynarza? Zawsze, gdy mamy podejrzenie, że pies mógł mieć kleszcza i nagle stał się osowiały. Lekarz może stwierdzić obecność pierwotniaka na podstawie rozmazu krwi. Istnieje możliwość, że mimo, że zwierzę jest zarażone w rozmazie nic takiego nie widać. Warto więc w każdym takim przypadku zrobić psu morfologię.

Czym grozi babeszjoza? Im szybciej ją wykryjemy tym powikłania będą mniejsze, a szanse na wyleczenie większe. Nie sama babeszjoza zabija psy, a konsekwencje jakie ze sobą niesie - często są to uszkodzenia nerek, wątroby czy anemia hemolityczna, kiedy własny organizm psa powoduje rozpad czerwonych krwinek.  Nieleczona babeszjoza prowadzi do śmierci zwierzaka.

Jak leczyć babeszjozę? Bardzo ważne jest podanie kroplówki, leków przeciwpierwotniaczych, sterydu i odpowiedniego antybiotyku, a także innych leków w zależności od potrzeby i wyników badań. Leczenie powinno trwać przynajmniej kilka dni. Kiedy stadium choroby jest zaawansowane lekarz robi psu transfuzję krwi.

Czy można samemu usunąć kleszcza, czy muszę jechać z nim do lekarza?
Wiele razy robiłam to samodzielnie.
  • Należy pamiętać, aby złapać możliwie jaknajbliżej skóry, tak aby nie pozostawić w ciele psa główki kleszcza.
  • Trzeba to robić energicznie, uważając aby go nie uszkodzić, gdyż może on w tym momencie zwrócić płyny, grożące infekcją.
  • Jeżeli cokolwiek zostanie w ciele psa musimy to jaknajszybciej usunąć, w takim wypadku najlepiej jest zgłosić się z psem do lekarza.
  • Przez jakiś czas obserwujmy miejsce po kleszczu, czy nie tworzy się tam żaden stan zapalny.

Kilka lat temu zachorowała nasza spanielka Gabi. Wtedy jeszcze temat babeszjozy nie był tak nagłaśniany jak obecnie. Lekarz do którego trafiła na początku nie stwierdził od razu tej choroby, więc trafiła do następnej kliniki już w poważnym stanie. Udało się ją uratować, jednak spustoszenie jakie zasiał pierwotniak Babesi w jej organizmie spowodowało nieodwracalne zmiany w jej organizmie. Uważajcie na swoje pociechy, przeglądajcie je po każdym spacerze, obserwujcie ich zachowanie, czy nie stają się apatyczne.

Kiedy znaleźliśmy Nukę miała na sobie kilkadziesiąt kleszczy. Z niepokojem ją obserwowałam, więc jakiekolwiek obniżenie aktywności traktowałam jak zapowiedź tej strasznej choroby. Pobiegłam więc któregoś wieczora do najbliższego weta. Powiedziałam o ilości kleszczy jakie na niej żerowały. "Pani, jak ona tyle miała kleszczy to się już na nie uodporniła dawno!" - usłyszałam. Nie wierzcie w takie rzeczy. Ogromna ilość kleszczy, czy przebyta babeszjoza, nic nie uodparnia zwierzaka, a każde następne zarażenie jest jeszcze większym zagrożeniem życia Waszego psiaka!

Czym się zabezbieczamy? Na rynku dostępnych jest wiele preparatów, pamiętajcie jednak, że kleszcze w przeciągu kilku lat ewoluowały, a większość preparatów nie polepszyło swoich składów. Wybierajmy więc sprawdzone. Bravecto jest dość nowym środkiem do zwalczania kleszczy i pcheł, z zupełnie nową substancją czynną. Nie spotkałam się jeszcze z opinią, że po podaniu tego preparatu mimo wszystko trafił się jakiś kleszcz, a przy obrożach przeciwkleszczowych zdarzały się takie przypadki. Jest to też jedyny preparat który podawany jest psu doustnie. Forma małego ciasteczka sprzyja chętnemu spożyciu.

Dostępny jest w pięciu przedziałach wagowych:
2 - 4,5 kg
4,5 - 10 kg
10 - 20 kg
20 - 40 kg
40 - 56 kg

Psy powyżej 56 kg mogą dostać dwie tabletki zakresem jak najbliżej zbliżone do ich wagi. Producent nie zaleca podawania preparatu psom mniejszym niż 2 kg.

Nuka waży 23 kg, więc zdecydowałam się na ten w przedziale 20-40 kg, żeby mieć stuprocentową pewność. Tabletka w jej przedziale wagowym to koszt około 100 zł. Działanie zaczyna się bardzo szybko, bo już po 8 godzinach w przypadku pcheł i 12 godzinach w przypadku kleszczy. Działa przez okres 12 tygodni. Pamiętajcie o tym aby przestrzegać terminu działania preparatu.




14:02

Fifty - Wilk z Lublina

Fifty - Wilk z Lublina


            Zapytajcie dzieci z miast skąd się bierze mleko, usłyszycie, że ze sklepu. Mieszkańcy miast powiedzą Wam, że wilki biorą się z lasu.

           Znacie historię wilka, który grasował nad lubelskim zalewem? Ludzie, którzy spotkali go na swojej drodze przestraszeni wracali do domów, inni rezygnowali ze spacerów w tej okolicy. Niektórzy byli pewni, że to właśnie wilk, bo widzieli takie zwierzę w zoo. A pozostali chyba właśnie tak wyobrażali sobie tego, który zjadł babcię i miał chrapkę na Czerwonego Kapturka.

      Tym wilkiem była Fifty - wilczak czechosłowacki, która przywędrowała do nas aż z miejscowości Wysokie Mazowieckie. Przewędrowała więc ponad 200 km. Ponoć, bo równie dobrze ktoś mógł ją podwieźć bliżej. Mimo wszystko,  jakkolwiek się tutaj nie znalazła, to wspaniała historia miłości do psa i poszukiwań, zakończona ogromem szczęścia.

           Fifty została zakupiona przez człowieka, który był świadomy problemów jakie może stwarzać. W umowie sprzedaży widniał zapis uprawniający hodowcę do pierwokupu, a jednak suczka została sprzedana drożej osobom trzecim, a kiedy zrobiła się problematyczna przekazano ją "na podwórko, na wieś" do ludzi od których w końcu uciekła. Hodowczyni, nie mogąc uzyskać żadnych informacji od właściciela Fifty, wynajęła prywatnego detektywa aby sprawdzić co się z nią dzieje. Kiedy okazało się, że psa nie ma, rozpoczęła się akcja poszukiwawcza. Tutaj znajdziecie całą historię, opisaną przez właścicielkę Fifty -> HISTORIA FIFTY.


16:50

Trudne życie miejskich psów

Trudne życie miejskich psów


Kiedy przygarnęliśmy Nukę wiele razy słyszałam, że powinniśmy poszukać dla niej domu, że pies powinien mieć podwórko do wybiegania się, a nie dwupokojowe mieszkanie (wspominałam o tym we wpisie Energia, której nigdy nie brak). A Wam ile razy mówiono, że blok to nie miejsce dla psa? Nie kwestionuję, że wieś jest dla zwierząt dużo bardziej przyjaznym miejscem niż zatłoczone miasto, ale komfort psiego życia w głównej mierze zależy od właściciela. Puszczenie samopas po hektarach działek nie zapewnią tyle szczęścia co dwu godzinny wypad na intensywny spacer z opiekunem.

To nie kwestią wybiegania powinniśmy się martwić.

Jak reagujesz na stres? Zatłoczone miejsca? Uliczne korki? Trąbienie klaksonów? Wyobraź sobie, że Twój pies reaguje na te bodźce w znacznie większym stopniu niż Ty. To co dla Ciebie jest głośne dla psich uszu może być już nie do wytrzymania.

Problemy z którymi musi radzić sobie miejski pies to przede wszyskim hałas, uliczny tłok, zanieczyszczenia powietrza i zwiększony ruch uliczny. Taki pies jest znacznie bardziej narażony na stres, niż jego bracia mieszkający na wsi. Czynniki z którymi musi się codziennie zmierzyć wpływają nie tylko na jego psychikę, ale także zdrowie - szybciej się starzeje, zapada na poważne choroby, na przykład dużo bardziej prawdopodobne u niego jest ryzyko rozwinięcia się astmy i zapalenia oskrzeli, czy zmian nowotworowych. Weźmy pod uwagę choćby fakt, że psie nosy znajdują się na poziomie rur wydechowych samochodów...

Poza tym zaklimatyzowanie się psa do życia w mieście może trwać dużo dłużej niż do mieszkania w domku na wsi. Dla Nuki barierę stanowiła już sama klatka schodowa, bała się do niej wchodzić i nie potrafiła wejść po schodach na górę. Mieszkamy na drugim piętrze, więc przez pierwsze dni wnosiliśmy ją i znosiliśmy na rękach. Mało wychowawczo, ale robiliśmy to głównie ze względu na ranę po sterylizacji. Później była zachęcana i nagradzana smaczkami za każdy schodek na który weszła. Podobnie było z jeżdżeniem autobusem. Pamiętam pierwszy raz, gdy musiałam ją w ten sposób przewieźć. Starsza Pani, przepuściła nas wtedy żebyśmy siadły od okna, niestety nic to nie dało, pies był strasznie zestresowany. Teraz, przyzwyczajona do jeżdżenia, jak tylko widzi MPK czeka kiedy będzie mogła wsiąść. :)

Z badań przeprowadznych przez naukowców z Departamentu Mikrobiologii Uniwersytetu Londrina w Brazylii wykonanych w 2013 roku wynika, że aż 49% psów mieszkających w mieście cierpi z powodu stanów lękowych, które spowodowane sa przez stres związany z nadmiernym hałasem. 

Długotrwały stres prowadzi do wielu zaburzeń zachowania - ciągłego szczekania, agresji, a nawet stanów depresyjnych.

Zadbajmy więc o to aby nasze psy czuły się jak najbardziej komfortowo żyjąc w mieście. W codziennym zabieganym życiu znajdźmy dla nich czas, codziennie zapewniając odpowiednią dawkę ruchu, na spacery wybierajmy spokojne miejsca, z dala od zakorkowanych ulic. Zabierzmy za miasto, pozwólmy poznać nowe zapachy i ciekawe ścieżki. Zagwarantujmy odpowiednią dietę, wybierając karmę spełniającą ich potrzeby. Ograniczmy stres do minimum. Jeżeli podczas naszej nieobecności nasz pies jest niespokojny, sąsiedzi skarżą się na nieustanne szczekanie a wracając do domu nie wiemy czy czeka nas widok pogryzionego regału czy tylko rozgryziona poduszka, skontaktujmy się z behawiorystą. Rozwiązaniem może być na przykład kennel klatka, w której pies podczas naszej nieobecności będzie odpoczywał, a my będziemy spokojni, że nic nie zniszczy a sobie nie zrobi żadnej krzywdy. My używamy i polecamy. O tym jak zaprzyjaźnić psa z kennelem powstanie wkrótce oddzielny wpis. :)




05:57

Zanim zdecydujesz się na psa

Zanim zdecydujesz się na psa


Na każdym blogu związanym ze zwierzętami i w poradnikach dotyczących wychowywania szczeniąt przy temacie typu: "Pierwszy pies w domu?", "Jaką wybrać rasę?" czy "Co zrobić zanim pojawi się nowy domownik?" przeczytacie, że decyzja o adopcji/kupnie psa nie może być pochopna i podjęta pod wpływem emocji. Niby powinno być to logiczne i dla wszystkich zrozumiałe. Przepełnione schroniska przemawiają jednak, za tym że tak nie jest.

Kilka lat temu, po zobaczeniu pokazu agility, zafascynowały mnie Border Collie. Nie odstraszyły mnie artykuły na temat ich żywiołowości. Przekonana byłam, że podołam ich wymaganiom - wielogodzinnym spacerom i urozmaiconym zajęciom. Oglądając coraz to więcej filmików i śledząc blogi borderowych właścicieli, upewniałam się, że to właśnie jest pies moich marzeń. Nic się nie zmieniło. Nadal, kiedy ktoś pyta mnie jaką rasę bym wybrała, odpowiadam, że BC. A jednak cieszę się ogromnie, że nie doszło do jego kupna. Dziś wiem, że chociaż kochałabym swojego bordera, to ze względu na tryb życia, nie mogłabym uczynić go w pełni szczęśliwym.

Jeżeli jesteś jeszcze przed podjęciem decyzji o adopcji czy kupnie psa, zastanów się czy jesteś na niego gotowy.

O CZYM MUSISZ WIEDZIEĆ ZANIM ZDECYDUJESZ SIĘ NA PSA?

  • Każde szczenię w końcu urośnie, a w przyszłości się zestarzeje. Mała puchata kulka z przewiązaną u szyi kokardką już wkrótce zacznie nabierać właściwe sobie rozmiary. Decydując się na psa, weź pod uwagę wygląd dorosłego osobnika. Pamiętaj, że słodkim szczeniaczkiem  będziesz cieszył się maksymalnie przez pół roku.
  • Stajesz się za niego odpowiedzialny na 10 do 16 lat. Rozumiem, że w tym momencie, możesz sobie pozwolić na psa, skoro taki pomysł przyszedł Ci do głowy, ale zastanów się w jakim miejscu będziesz za rok? Za pięć lat? Za piętnaście? Bierzesz pod uwagę, że musisz zapewnić mu opiekę przez tak długi okres czasu? Dzień w dzień. Święta. Weekendy. Urlopy. Wyjazdy. Czy masz kogoś komu możesz powierzyć opiekę nad nim w czasie Twojej nieobecności lub czy będzie Cię stać na hotel dla zwierząt? Czy jeżeli okoliczności życia sprawią, że nie będziesz mógł się nim dłużej zajmować, zrobisz wszystko aby znaleźć mu nowy DOBRY dom?
  • Psy chorują. Czasem są to nieuleczalne choroby, wiążące się z olbrzymimi kosztami. Gdyby zachorował mój pies byłabym w stanie sprzedać aparat. A Ty? Sprzedałbyś swój samochód?
  • Koniec z wylegiwaniem się w weekendy! Pies nie pyta czy to poniedziałek, środek tygodnia czy może sobota. Nie bierze też pod uwagę, że zaspałeś i spóźnisz się do pracy, albo wróciłeś z imprezy nad ranem i pęka Ci głowa. Musisz wyjść na poranny spacer, nie ma przebacz.


Jeżeli nie udało mi się Cię zniechęcić to możesz zacząć się rozglądać za czworonożnym przyjacielem. Jeśli jednak coś Cię zastanowiło, przestraszyło, czegoś wcześniej nie wziąłeś pod uwagę, przemyśl raz jeszcze, czy będziesz odpowiedzialnym opiekunem, zanim skrzywdzisz zwierzę niewłaściwą decyzją.

Na zdjęciu buldożek francuski z Niesfornej Sfory.



14:28

Nie zapomnij przygotować go do Sylwestra

Nie zapomnij przygotować go do Sylwestra



          Sylwestrowa noc dla nas jest okresem do świętowania. Przygotowaniom do wieczornego wyjścia poświęcamy całe popołudnie. Zastanawiamy się nad postanowieniami na nadchodzący rok i wspominamy to co wydarzyło się w tym, który właśnie dobiega kresu. Kiedy wybija północ otwieramy szampana i stukamy się kieliszkami a niebo rozświetlają kolorowe fajerwerki. Śmiejemy się, składając sobie życzenia.

Co w tym momencie robi nasz pies?

            Psi słuch jest dużo bardziej wrażliwy niż ludzki. Potrafią one usłyszeć dźwięk z czterokrotnie dłuższej odległości. Huk petardy, który dla nas jest do zniesienia, sprawiać im może nawet fizyczny ból. Sylwester jest więc dla nich najtrudniejszym dniem w roku. Odgłosy wystrzałów, świsty petard i błyski rozchodzące się ze wszystkich stron stanowią dla zwierząt olbrzymie źródło stresu. Niejednokrotnie w tym czasie dochodzi do ucieczek czy wypadków. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji psa na nagle wystrzeloną nieopodal nas petardę. Nawet jeżeli należy on do najodważniejszych. Wyjątkiem są tylko psy pracujące wśrod policjantów lub myśliwych, czyli osób używających broni. Są one odpowiednio przygotowane do tego typu sytuacji.

Jak mogę pomóc psu lepiej znieść Sylwestrową noc?

             Przygotowania naszego psa do Sylwestra zacząć się muszą na długo przed nim. Zostało nam 11 dni, a więc mamy już mało czasu. Najlepiej kiedy pies był socjalizowany już od szczeniaka ze środowiskiem zewnętrznym i przygotowywany do różnych sytuacji. Pamiętać jednak należy, że nawet najbardziej wyszkolony pies, w momencie gdy usłyszy huk rzuconej blisko petardy, będzie mógł chcieć uciec, niereagując na nasze komendy.

              To od czego możecie zacząć to pomóc psu skojarzyć hałas z czymś pozytywnym, puszczając odgłosy fajerwerków z youtuba, nagradzając go przy tym smaczkami i zabawą. Pamiętajmy, że dźwięk musi być stopniowo podgłaszany, nie może wywołać u zwierzęcia stresu. Bez względu na to czy zostajemy tej nocy w domu, czy wychodzimy, musimy przygotować bezpieczny kąt dla psa. Pod żadnym pozorem nie przenośmy jego posłania z miejsca w którym jest zazwyczaj. Ostatni spacer powinien odbyć się najwcześniej jak jest to tylko możliwe. Zabierzmy psa na dłużej w mało uczęszczane, spokojne miejsce. Koniecznie na smyczy. Możemy założyć mu dodatkową obrożę z adresówką. Jeśli nie jest jeszcze zaczipowany, warto zrobić to teraz. Dzięki temu w razie ucieczki będzie większe prawdopodobieństwo, że ktoś pomoże mu wrócić do domu. Jeżeli wychodzimy zabezpieczmy drzwi i okna, tak aby uniemożliwić mu ucieczkę. Zostawmy włączony telewizor lub radio, które chociaż w minimalnym stopniu zagłuszą huk petard. Dobrym pomysłem jest też zostawienie na psim posłaniu naszej bluzy, aby czuł się bezpieczniej czując nasz zapach. A także położenie dodatkowego koca w który w razie czego będzie mógł się zakopać.

Zwróćcie się o pomoc do lekarza

              Ogromny stres związany z wystrzałami petard prowadzić może do poważnych traum. Nawet jeśli zwierzę wcześniej się nie bało i nie zareaguje bardzo lękliwie na stresującą sytuację, może mieć ona konsekwencje w przyszłości. Podając odpowiednie leki można ich uniknąć. Należy jednak pamiętać, że leki te powinny być podane zanim zwierzę po takiej sytuacji zaśnie. Warto już teraz skontaktować się z lekarzem, może nasz pies będzie potrzebował podania leków. Na Sedalin mówimy stanowcze NIE. Sedalin przez swoją substancję czynną powoduje apatię, co może być mylnie kojarzone z uspokojeniem. Lek ten powoduje również paraliż mięśni, dlatego stosowany jest na przykład przy wyłapywaniu dzikich psów. Nie wpływa on jednak na wyciszenie umysłu, więc zwierzę boi się nadal, tylko nie może uciec. Miejcie więc tego świadomość, aby odmówić, gdyby wet z niewiadomych przyczyn, zaproponował właśnie to. Podanie jakichkolwiek leków, także tych na bazie ziół, powinno być skonsultowane z lekarzem weterynarii. Znajdźmy też w pobliżu lecznicę czynną całodobowo, aby w razie nagłego wypadku móc od razu zawieźć tam psa.

W tym dniu pamiętajcie również o kotach

            Stwórzcie kotu bezpieczny kącik w którym, w razie kiedy zacznie odczuwać strach będzie mógł się ukryć. Poświęćcie czas wieczorem zmuszając go do aktywności. Jest szansa, że wybiegany i zmęczony prześpi całą noc nie zwracając uwagi na to co dzieje się na zewnątrz. Pomoże również zasłonięcie okien. Upewnijcie się też, czy wszystkie zostały zabezpieczone tak, że nie będzie mógł uciec. Pod żadnym pozorem w tym okresie nie wypuszczajcie go na zewnątrz. Jeżeli wyjeżdżacie lepszym wyjściem będzie znalezienie zaufanego opiekuna, niż przewożenie kota w inne miejsce, ponieważ to wiązać się będzie z kolejnym stresem. Jeśli natomiast impreza sylwestrowa odbywać się będzie u nas to jak najbardziej należy kota na ten czas umieścić gdzie indziej. Najlepiej wywieźć go do domu, który już zna, lub chociaż do ludzi, którzy Was odwiedzali. Tak jak w przypadku psów, nie podawajcie kotom żadnych środków na uspokojenie, jeżeli nie będzie to skonsultowane z lekarzem. 

Emocje na bok

             Zwierzęta bardzo dobrze wyczuwają nasze emocje i udziela im się nasz nastrój. Tak więc zaniepokojenie, martwienie się i złość na ludzi odpalających petardy wywołają w nich dodatkowe zdenerwowanie. Zachowujmy się tak jak każdego innego dnia, nie pocieszajmy ich, nie bierzmy na ręce, pogorszy to tylko sprawę. Mówmy do nich, zachęcajmy do zabawy, tak jakby nic się nie działo.


Pamiętajcie, aby zadbać o Wasze zwierzęta już kilka dni przed i kilka dni po Sylwestrze, niestety petardy nie są puszczane wyłącznie o północy. W okresie okołosylwestrowym najlepiej w ogóle nie spuszczać psów ze smyczy i nie wypuszczać kotów z domu.


Dziękuję lek. wet. Ani Kot za przeczytanie postu przed publikacją. Ania zwróciła uwagę na to aby wyraźnie zaznaczyć, że do lekarza ze zwierzaczkiem musimy się zgłosić już teraz. Z tego powodu iż leki, które będą mogły mu pomóc muszą być podane odpowiednio wcześnie.

Nie zostawiajmy tego na ostatnią chwilę! 

16:09

W łóżku z mordercą

W łóżku z mordercą




Kilka lat temu na spacerze z koleżanką znalazłyśmy małego czarnego pieska. Po wybłaganiu przypadkowo spotkanej pani żeby zajęła się tymczasowo psiakiem i przekonaniu znajomych, że oczywiście potrzebują psa - pies uciekł. Szukając go po raz pierwszy trafiłam do schroniska. Pamiętam jak szłam pomiędzy boksami. Te przytknięte do krat nosy. Psy skaczące na siatkę, chcące zwrócić na siebie uwagę i te zrezygnowane, siedzące w kącie. Pamiętam biegnącego w moją stronę małego rudego szczeniaczka, który uciekł z pawilonu jakiejś dziewczynie. Ale najbardziej w pamięci mi utkwił czarno-biały amstaff. Gdzieś w środku coś mi mówiło, że on nigdy stamtąd nie wyjdzie. Że tu zostanie. Bo jest amstaffem. Bo ktoś kiedyś obciął mu uszy. A ktoś inny, jeszcze wcześniej, takim jak on przypiął łatkę zabójcy. Wtedy wiedziałam, że pewnego dnia, gdy już będę dorosła, wybiorę się do schroniska i zabiorę do domu psa, którego nikt nie chce. A dziś wiem, że tego nie zrobię. Nie wybiorę psa w typie rasy uważanej za groźną. Dorosłego. Z nieznaną przeszłością. To on wybrał nas.


Pewnie większość z Was już zna tą historię. Jednak, w nadziei, że grono czytelników ciągle się powiększa, opowiem ją jeszcze raz. Więc jeśli już ją poznałeś możesz śmiało wstać zrobić sobie herbatę, a później przewinąć dalej. :) Na tegoroczną majówkę wybraliśmy się z Łukaszem w okolice Kazimierza Dolnego, na ranczo naszych znajomych. Po prostu do nas przyszła. Podchodziła nieśmiało, zabierała dawane jej smaczki, zakopywała i wracała po jeszcze. Rano okazało się, że noc spędziła na fotelu pod domkiem. Następnego dnia już była bardziej ufna. I od początku najbardziej pokochała Łukasza. Po dojściu do siebie po imprezie zapakowaliśmy ją do samochodu, żeby poszukać jej domu. (Przypomniało mi się, że wsiadłam wtedy do auta bez okularów i w ogóle nie przeszkadzał mi ich brak! Musiałam być serio przejęta. :) Okoliczni mieszkańcy potwierdzili nasze przypuszczenia i rozwiali wszelkie nadzieje na odnalezienie właściciela. Tułała się po tej miejscowości od 3 miesięcy, może nawet dłużej. Dokarmiał ją właściciel miejscowego sklepu. No i co teraz? Szybka kalkulacja. Kto ją weźmie, na ile. Najpierw my, na trochę. Znajomi zeoferowali się zrzucić na Nukową sterylizację. Jak zadzwoniłam do Lubelskiego Animalsa, okazało się, że zrobią to za darmo. Dziękujemy! :))) Więc pieniążki poszły na leczenie i żarcie na start. Sterylka była potrzebna na cito, jeszcze tej samej nocy, kiedy Nuka była u nas po raz pierwszy, dzwoniłam do doktora Przemka z pytaniem czy następnego dnia może ją przyjąć. Ciachał ją prawie, że na urlopie. :) Po sterylce miała u nas zostać tylko do czasu zagojenia rany. Później miała przygarnąć ją Justyna. A jak nie to przecież na pewno znajdziemy jej dom. A ja już wtedy liczyłam na to, że nikt jej nie zechce. Że nie znajdzie się żaden dom. Ogłoszenia były. Oczywiście. Szukaliśmy domu dla Nuki. Na fejsie, na olx. Byli nawet chętni, którym nie szczędziłam opowieści o Nukowych wyczynach. Ochoczo opowiadałam o zjedzonym padzie i trzecim kablu od ładowarki i kennelowej klatce, która zajmuje pół kuchni. Nikt nawet nie zdążył się z nami umówić na zapoznawczy spacer.


Wypisywałam dziś w pracy zaproszenia na szczepienia dla naszych pacjentów. Dziesiątki imion. Dlaczego akurat Nuka? A no, proszę Państwa, dlatego, że wydawało mi się, że Łukasz mi mówił, że jego pies miał na imię Nuka, a ja pomyślałam, że przez ten wzbudzony sentyment łatwiej będzie mi go przekonać żeby ją przygarnąć. Kilka miesięcy później kolega, z miejscowości z której pochodzi Łukasz pytał czy serio tak ją nazwaliśmy, bo u nich do psów woła się " - nuka, nuka ". Coś zamiast naszego "psipsipsi". Ups! ale już się przyjęło, więc właśnie tak ma na imię.


Pierwszego dnia poprosiłam znajomych żeby zapamiętali Nukowe oczy. Wiedziałam, że po pewnym czasie się zmienią. Nabiorą blasku. Właśnie te oczy są doskonałym dowodem na to, że podjęliśmy najlepszą decyzję zabierając ją ze sobą. Ale też to właśnie przez nie najczęściej wraca do mnie pytanie o jej przeszłość. Nigdy nie dowiemy się jak znalazła się w miejscu w którym ją znaleźliśmy. Urodziła się na wolności, została oswojona przez ludzi i błąkała się po wsiach w poszukiwaniu jedzenia? Miała kochających właścicieli, ale przez skłonność do ucieczek wybrała życie na gigancie, a później już nie potrafiła wrócić do domu? Może ktoś za nią tęskni i nie trafiliśmy na swoje ogłoszenia? A może jednak, ci którzy zastanawiają się skąd w nas odwaga do spania z psem o nieznanej przeszłości mają rację? Może ugryzła dziecko, więc ktoś wsadził ją do samochodu i wywiózł? Może śpię z mordercą. Jedno jest pewne. Niczego się nie dowiemy. Nadal uczymy się siebie na wzajem i pracujemy nad zachowaniem. Nie zrezygnujemy. Choćby nie wiem co.



15:51

Niepowtarzalna okazja do TRESOWANIA!

Niepowtarzalna okazja do TRESOWANIA!



Ostatnia sytuacja z wybiegu. Pani z dwójką psów, plus wózek i kilkumiesięczne dziecko w wózku. Pytam czy mogę wejść, uprzedzam, że moja jest nie do końca ogarnięta, lubi dominować i póki co ciężko radzi sobie z sytuacją w której inne zwierzę nie da się jej podporządkować, więc narazie bawimy się tylko z ogarniętymi psami. Mogę wchodzić. Śmiało! Ogarnięte przecież. Szkolone. Na początku wszystko jak najbardziej super. Drżę tylko na myśl o tym co będzie jak rozpędzona Nuka, albo dwie pozostałe suczki wpadną w wózek. Uprzedzam, że moja biega (ba, galopuje!) szybko i nie patrzy na to co ma po drodze. Nie no, spokojnie mogę spuścić ze smyczy. Pani jest przyzwyczajona. Dziecko również. Aha. Spuszczam swoją, 10 minut słuchania o tym gdzie psy były szkolone, na jakie jeździły zawody i że nie muszę się tak rozglądać, bo na pewno nic się nie stanie. Nagle jatka i obie suczki łapią Nukę z dwóch stron. Ta na szczęście nie spanikowała, stała i patrzyła na mnie, czekając aż ją wyswobodzę. Pani złapała jedną ze swoich, drugą odgoniła. Na co moja zaczęła szczekać. "PANI MA TERAZ NIEPOWTARZALNĄ OKAZJĘ DO TRESOWANIA. PANI JEJ DA SMACZKA ŻEBY SIĘ ZAMKNĘŁA. ALBO ZABAWKĘ."

No cóż. Psy może w końcu by się dogadały. Panie niekoniecznie. :)

Copyright © 2016 Brakuje Żyrafy , Blogger